W 76. rocznicę wysiedlenia mieszkańców Dziekanowa

Ponad 100.000 mieszkańców miejscowości podwarszawskich w okresie od sierpnia do października 1944 r. wypędziły z domów niemieckie formacje wojskowe i policyjne, po powstaniu warszawskim z Warszawy wysiedlono w tym czasie około pół miliona mieszkańców.                          

W październiku 1944 r. podobny los spotkał także mieszkańców Dziekanowa Polskiego i Nowego. Zostali oni przymusowo wysiedleni do bliżej lub dalej położonych miejscowości. Dziekanowskie rodziny szukały schronienia w Mariewie w gminie Babice, Kiściennym koło Leszna, Pasikońskiej Woli koło Sochaczewa. Do wsi mogli powrócić po ofensywie styczniowej 17 stycznia 1945 r.

Ulotka podpisana przez oficera SS  Ericha von dem Bach-Zelewskiego, wzywająca mieszkańców Warszawy do opuszczenia miasta, wrzesień 1944 r.

Poniżej zamieszczamy wspomnienia Waldemara Kozłowskiego (1928-2019) mieszkańca Dziekanowa, w okresie wysiedlenia – w styczniu 1945 roku 16-letniego chłopca. Tekst wspomnień z prywatnych archiwów rodziny Kozłowskich i Szcześniaków.

Wysiedlenie

” Druga połowa października 1944. Dla nas jedno z najokrutniejszych przeżyć w trakcie II Wojny Światowej.

Dokładnej, dziennej daty wysiedlenia nie pamiętam. Jednak z uwagi na przygotowania do Święta Zmarłych musiało to stać sie pod koniec  października 1944 r. Wczesnym rankiem przyszło do nas trzech żołnierzy. Jeden z nich, mówiący dobrze po polsku polecił:  Wszyscy domownicy o godzinie 12 .00 wyjdą na drogę przed dom i gdy nadejdą inni mieszkańcy Dziekanowa, dołączycie do nich i pójdziecie w kierunku Łomnej.  Tu będzie bitwa – będziemy topić w Wisle ruskich sołdatów. My nie możemy iść i zostawić staruszkę Mamę, która więcej leży jak chodzi – powiedział Ojciec do mówiącego po polsku żołnierza. Wyszli razem do stojącego przed domem samochodu, w którym siedział podoficer. Po kilku chwilach wrócił Ojciec z podoficerem. Poczęstował go „lufką” bimbru. Niemiec po obejrzeniu Babci wystawił przepustkę, zezwalającą na samodzielną ucieczkę przed frontem. Następnie w płaczu, smutku i z dużym wysiłkiem, pakowaliśmy niezbędne rzeczy, szykując sie do wysiedlenia w nieznane. Nikt nie przypuszczał, że już w styczniu wrócimy do …. niczego, co opisuję dokładnie poniżej. Po powrocie przez dłuższy czas wspominaliśmy, że to Babcia pomogła nam uciekać przed frontem, i to tam, gdzie chcieliśmy. Należy zaznaczyć, że to byli juz inni żołnierze niemieccy. Czuło się w nich trochę sumienia. Mieli ludzkie odruchy i byłi zupełnie niepodobni to tych sprzed Powstania Warszawskiego. W czasie wysiedlenia całą 11 osobową rodziną znaleźliśmy się w Mariewie. Wśród wielu przeróżnych wydarzeń i przeżyć zapamiętałem Wigilię na wygnaniu. Główną potrawą była zupa kartoflana z kilkoma grzybami i chleb razowy z kaszanką. Tuż przy stole, w drewnianym wiadrze stała gałąź choiny. Pamiętam łamanie się opłatkiem. Choć wszystkim szkliły się oczy, nikt nie płakał. Powtarzające się życzenie to przeżyć wysiedlenie i wojnę. Pamiętam malutką Babcię Aleksandrę, która głośnym, proszącym głosem rozpoczęła modlitwę, a zawtórowali Jej wszyscy pozostali. Intencją modlitwy był szczęśliwy powrót w rodzinne pielesze. Nikt nie przypuszczał, że nastąpi to już za trzy tygodnie.

Ciągnąc z Mariewa do Dziekanowa dwukółkę załadowaną resztkami naszej chudoby i żywności, widziałem jak w rowach po obu stronach kamienistej szosy leżą zabici żołnierze niemieccy. Całą drogę myślałem i do dziś pytam się w duchu: co oni byli winni, że wojna trwała 6 lat, pożarła 60 milionów istnień ludzkich? W tej liczbie mieścili się i oni tu leżący, opuchnięci. Nawet kości nie spoczną na rodzinnych cmentarzach. Jeszcze teraz, po tylu latach widzę te spuchnięte cuchnące zwłoki i zawsze przychodzi ta sama refleksja: czemu zostali tak ukarani, oni, ich żony-wdowy i dzieci półsieroty?

Wspomnienia radosne

17 stycznia 1945 roku wróciliśmy do Dziekanowa, do ruin, do niczego. Powróciliśmy z Mariewa, dokąd nas wysiedlono, bardzo zmęczeni. Zastaliśmy chaos, bałagan i pustkę – wszystko zostało rozgrabione. Brak łóżek, stołów, krzeseł, powyrywane deski z podłóg. Na podwórku wyrzucona ze stodoły słoma i zgniłe z wilgoci siano. W stodole dwa duże puste doły: jeden po schowanej tam i zagrabionej odzieży, drugi po schowanym i skradzionym zbożu. W piwnicy na szczęście zachowały się kartofle. Zapewne dlatego, że porządne bulwy Marian przykrył drobnymi. Dom wyglądał jak po przejściu trąby powietrznej. Dach podziurawiony, bez okien, drzwi, miejscami bez podłogi. Nie byliśmy jedynymi tak doświadczonymi przez los. Taki stan rzeczy zastawali wszyscy powracający. Mimo to, panowała euforia. Przy powitaniach pocałunki i płacz radości. Jesteśmy wolni! Już nie usłyszymy: „komm, komm, schnell, verchflufte Pole”. Będziemy mogli spokojnie żyć i pracować.

W Dziekanowie Polskim i Nowym zniszczona została lub spalona została połowa budynków gospodarczych i domów mieszkalnych. ****** Wieczorem odwiedził nas żołnierz rosyjski. Miał na naramiennikach dużo małych gwiazdek. Był to oficer. Powiedział nam, że w nocy z 16/17 stycznia forsowali Wisłę koło Rajszewa. Przy brzegu rzeka była mocno i dobrze zamarznięta, ale od strony Dziekanowa, w pobliżu działek Andrzeja i Władka Gusowskiego, tam gdzie płynie główny nurt, lód był słaby. Nim się zorientowano, setki żołnierzy w pełnym rynsztunku, gotowych do walki, utonęło. Niemcy nie stawiali większego oporu, odbyła się krótka wymiana ognia, a tu taka tragedia! Winna tragedii była też wódka którą żołnierze byli zamroczeni. Oficer zdjął pepeszę i postawił ją w rogu mieszkania, zaś pas z amunicją i bronia krótką położył na połamanym stołku. Zrobiło to na nas miłe wrażenie, że darzy nas zaufaniem. To nie był żołnierz niemiecki, który w każdej sytuacji trzymał broń gotową do natychmiastowego użycia. Do tej pory dreszcze przechodzą na samo wspomnienie. Serdeczność wzbudził nasz gość, dzieląc się z nami swoją kolacją. Kromka chleba razowego z kawałkiem boczku. Mama poczęstowała go naszą kolacją, w tym kartoflanką. Oficer i żołnierze wypili dość sporo, bo później nucili dość smutne, wojenne piosenki. Patrząc na pepeszę i pas z amunicją leżące daleko od oficera uświadomiliśmy sobie radość, że odzyskaliśmy wolność. I to nie taką, jak mówią poniektórzy, przyniesioną w worku wraz z kajdankami, ale taką co pozwala w spokoju pracować i żyć bez lęku, że jutro może nastąpić wyjazd w nieznane albo tam, skąd już się nie wraca. Otrzymaliśmy ulotkę informacyjną, że Armia czerwona i Wojsko Polskie wyzwoliły Warszawę, zniszczoną w 90%. Z ulotki dowiedzieliśmy się, że wkraczające do stolicy wojska witało około tysiąca osób.  Przeżyli chowając się w ruinach w głodzie i straszliwych warunkach, nierzadko pijąc własną urynę zamiast wody.

*****Następnego dnia wieczorem odbyło się spotkanie u sołtysa, pierwsze od września 1939 roku, pierwsze jawne, głośne, aktywne. Każdy miał coś do powiedzenia, dodania. A spraw gorących, pilnych, był natłok.  Powołano dwie społeczne komisje zajmujące się pomocą dla tych, co nie mają gdzie mieszkać, i dla tych, co nie mają co jeść. Taka była skala ówczesnych problemów. Ustalono, że strażacy od razu przystąpią do swoich obowiązków pożarniczych poszerzonych o obowiązki porządkowe. Uchwalono, że wszyscy mieszkańcy wsi natychmiast przystąpią do porządkowania podwórek i drogi przed domami oraz przygotują się do remontu budynków. 

***** ( Trzeba ustalić chronologię tych obu zdarzeń. Może zebranie odbyło się następnego dnia po przybyciu?)

Wspomnienie wydarzeń, które zmieniły moje życie – marzec 1945 r.

17 stycznia 1945 roku w godzinach popołudniowych, bardzo zmęczeni ale bardzo zadowoleni znaleźliśmy się w rodzinnym domu a raczej ruinie po domu. W obu wsiach Dziekanów Polski i Nowy zniszczonych zostało prawie 3/4 domów, budynków gospodarczych, stodół. Mimo to powracający byli nie tyle radośni, co przeszczęśliwi. Niektórzy płakali z radości, że udało się przeżyć, że są bezpieczni, mogą znów spokojnie pracować i odpoczywać, ze nie będą drżeć na widok żołnierzy z bronią zawsze gotową do strzału, dopytujących czy jest się bandytą czy partyzantem. Co zastaliśmy w domu po powrocie opisałem już wcześniej. Od pierwszych chwil rozpoczęły się porządki w domu i obejściu. Przystąpiono też od razu do remontu i odbudowy domów i budynków gospodarskich. Leśniczy i gajowi otrzymali polecenie sprzedaży odpadów leśnych po przystępnej cenie na budulec. W obu wsiach od rana do późnej nocy słychać było pracę pił. To wyrzynano bale i deski potrzebne do remontu i budowy. Głównymi spacjalistami w prowadzeniu tych prac byli p.p. Owczarski i Pilaciński. Zorganizowali oni zespoły traczy i kierowali ich pracą. Pierwszym wyremontowanym budynkiem była remiza strażacka. Zaraz po remoncie na remizie nalepiono duży plakat powiadamiający, że  6 września 1944 roku PKWN wydał dekret  o reformie rolnej. W pierwszych dniach lutego 1945  roku odbyło się w wolnym Dziekanowie spotkanie mieszkańców z delegatami władzy ludowej. Temat spotkania: ZIEMIA DLA CHŁOPÓW oraz likwidacja chlopskich długów zaciągniętych u lichwiarzy na sumę 2,5 miliarda złotych. Treści wystąpienia dziś już nie pamiętam …” ( Waldemar Kozłowski 1928-2019)

Ofensywa styczniowa

Koncentryczne uderzenie 1 Frontu Białoruskiego na Błonie groziło okrążeniem wojsk niemieckich broniących rejonu Warszawy. Dowództwo Niemieckie w obawie przed okrążeniem i zniszczeniem , wydało wcześniej  rozkaz wycofania.       

16 stycznia 1945 oddziały rosyjskie i oddziały 2 Dywizji Piechoty im. Henryka Dąbrowskiego pod dowództwem płk. Jana Rotkiewicza, będące częścią 1 Armii WP działającej w ramach 1 Frontu Białoruskiego, pokonując niemiecką obronę na Kępie Kiełpińskiej (natarcie od strony Jabłonny), przekroczyły Wisłę w trzech miejscach – w Kiełpinie, Pieńkowie i w Młocinach. Nacierający zastali tu puste bunkry i opuszczone okopy, bowiem zagrożone okrążeniem, główne siły niemieckiej 9 Armii same wcześniej opuściły te stanowiska wycofując swe siły w kierunku Błonia. Pod koniec dnia oddziały 2 Dywizji Piechoty osiągnęły rubież: Dąbrowa, Pancerz, Buraków Mały.

Poniżej historia jednego z żołnierzy polskich, Białorusina, walczącego z okupantem niemieckim, który najpierw  został  zmobilizowany do Wojska Polskiego, a potem do Armii Sowieckiej – takie to były dziwne czasy na kresach wschodnich.

Sergiusz Praliska – Kawaler Orderu Czerwonej Gwiazdy – pierwszy żołnierz, który w styczniu 1945 roku dotarł do Dziekanowa Polskiego

Sergiusz Praliska – BIAŁORUSIN – urodził się na ziemi brzeskiej w rodzinie chłopskiej. W okresie II wojny światowej dwukrotnie walczył z nazistowskimi Niemcami na polskiej ziemi. Najpierw we wrześniu 1939 roku, następnie w styczniu 1945. W połowie lat 1930. Sergiusza Praliskę zmobilizowano do Wojska Polskiego, trafił do 2. Pułku Szwoleżerów Rokitniańskich stacjonującego w Starogardzie Gdańskim. 

We wrześniu 1939 roku ta jednostka wojskowa walczyła m. in. w bitwie nad Bzurą, później w Warszawie. Ułan Sergiusz Praliska uczestniczył w walkach w Puszczy Kampinoskiej, tam też trafił do niewoli niemieckiej. Później udało mu się uciec i wrócić do obecnej Zachodniej Białorusi, która została włączona do ZSRR. W sierpniu 1944 roku Białorusin został zmobilizowany do kompanii karabinów maszynowych 257. Pułku Strzelców I Frontu Białoruskiego armii sowieckiej. W styczniu 1945 roku starszy sierżant Sergiusz Praliska podczas walk o przeprawę przez Wisłę wykazał się odwagą. Jako pierwszy wkroczył do wsi Dziekanów Polski i ogniem z broni maszynowej zaatakował i zabił 10 żołnierzy przeciwnika. Dwunastu żołnierzy Wehrmachtu poddało się do niewoli. Za odwagę i męstwo w tej walce Praliska został uhonorowany orderem Czerwonej Gwiazdy. Order Czerwonej Gwiazdy ustanowiony został w 1930 r. w nagrodę za bojowe zasługi w dziele obrony oraz zapewnienia bezpieczeństwa publicznego zarówno w czasie wojny, jak i podczas pokoju.

17 stycznia 1945 roku w okolicach Dziekanowa nie było już wojsk niemieckich. Mieszkańcy mogli wracać do wsi i do zrujnowanych teraz  domów z których zostali przymusowo wysiedleni w październiku 1944 r. Zaczęła się odbudowa wsi….

Obrazek wyróżniający: https://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Bundesarchiv_R_49_Bild-0141,_Polen,_polnische_Familie_auf_Wagen.jpg

Dziekanów Polski, 18 stycznia 2021 r.

Opracowanie: Mirka Szcześniak, Elżbieta Podolska